Gmina Bakałarzewo. Może i podpalił dom, ale miał do tego prawo, bo jest właścicielem

red
Helena Wysocka
Udostępnij:
Dwoje starszych, niepełnosprawnych ludzi straciło dach nad głową, ale nikt nie poniesie za to odpowiedzialności.

Suwalska prokuratura umorzyła postępowanie w sprawie pożaru budynku mieszkalnego w Kamionce Starej. Wprawdzie biegli uznali, że przyczyną nieszczęścia było podpalenie, ale nikt nie poniesie za to odpowiedzialności karnej. Dlaczego?

- Pożar nie stworzył zagrożenia życia, lub zdrowia wielu ludzi - wyjaśnia Izabela Sadowska-Rejterada, Prokurator Rejonowy w Suwałkach.

A tylko wtedy właściciel gospodarstwa usłyszałby zarzuty. Decyzja jest już prawomocna.

O tej bulwersującej sprawie pisaliśmy na naszych łamach już nie raz. Syn Kazimierza Kazimierskiego z Kamionki Starej sprzedał gospodarstwo Jarosławowi M. Wraz z ojcem, który miał prawo dożywotniego przebywania w domu i niepełnosprawną ciotką. Nowy właściciel majątku wcale nie ukrywał, że chciałby pozbyć się niechcianych lokatorów. W różny sposób próbował utrudnić im życie, aby zmusić do wyprowadzki. Z gospodarstwa wywiózł drewno na opał, zabronił zamykać drzwi na klucz, czy chodzić po całym podwórku. Ale to nie przynosiło żadnego rezultatu, bo emeryci nie mieli dokąd pójść. Ostatecznie, w kwietniu tego roku Jarosław M. przyjechał do gospodarstwa w towarzystwie kolegów i zaczął robić porządki. Wynosił meble i wyrzucał przedmioty należące do Kazimierskiego tłumacząc, że będzie się wprowadzał. Porządkował przez kilka godzin, a po wyjeździe gospodarza budynek stanął w ogniu.

- Dzięki Bogu udało się wyciągnąć z ognia siostrę - pan Kazimierz do dziś nie może zapomnieć tego, co się stało. - Mało brakowało, a spłonęłaby żywcem.

Sprawą zajęła się suwalska prokuratura, która poprosiła ekspertów o opinię na temat przyczyn pożaru.

- Biegły z zakresu pożarnictwa stwierdził, że doszło do podpalenia - dodaje prokurator Sadowska-Rejterada.

Tyle tylko, że jeśli ktoś niszczy swoje mienie to ma do tego prawo. Pod warunkiem, że nie zagraża bezpieczeństwu wielu osobom. A w tym przypadku tak właśnie było. Kazimierski przebywał bowiem na podwórku, a w domu była tylko jego siostra.

Inna sprawa to znęcanie się nad panem Kazimierzem. To postępowanie zakończyło się aktem oskarżenia i sprawa trafiła do sądu, gdzie Jarosław M. zaproponował ugodę. Uznał bowiem, że nie jest człowiekiem konfliktowym. Kazimierski też zgodził się na polubowne zakończenie sporu pod warunkiem, że prześladowca zapłaci mu 10 tysięcy złotych.

- Straciłem dorobek swojego życia - tłumaczy. - Z pożaru wyszliśmy w jednej koszuli i butach. Koczujemy w użyczonym przez gminę mieszkaniu. Brakuje mi pieniędzy na życie, a zwłaszcza na lekarstwa, które musi zażywać siostra.

Sąd, na wniosek Jarosława M. skierował sprawę do mediatora, który ustali treść porozumienia pomiędzy stronami i przedstawi ją sądowi. Ten na kolejnym posiedzeniu, czyli 21 grudnia podejmie ostateczną decyzję. Będzie ona prawomocna.

Media obecne terenie przygranicznym. Znamy zasady.

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

n
niepowtarzalny62
Gdyby to działo się w USA to dostal by 30 lat a u nas można swoje domy podpalac aby wykurzyc niechcianych lokatorów! Brawo Prokuratura, tak trzymac!
b
bocian
Miał prawo mieszkać do śmierci-----a ten co kupił to co niewidział -kara ale boska będzie
Dodaj ogłoszenie