Paweł Piskorski: co ma na swoją obronę? Co naprawdę na niego jest?

Dorota Kowalska
Z faktów podawanych przez prokuraturę wyłania się obraz niewiarygodnych transakcji dokonywanych przez młodego polityka. Wersja Piskorskiego to spisek PO zaniepokojonej jego powrotem do polityki. Jaka jest prawda? - analizuje Dorota Kowalska

Paweł Piskorski należy do tej grupy ludzi, których jedni szanują i podziwiają, a inni nienawidzą, albo przynajmniej darzą głęboką pogardą. Od lat ciągną się za nim podejrzenia o ciemne interesy. Podejrzenia, bo sam Piskorski nigdy nie został skazany, ba, nie usłyszał nawet zarzutów prania brudnych pieniędzy, łapówkarska czy oszustw podatkowych.

- Stałem się łatwym celem i wygodnym polem do ataku dla Prawa i Sprawiedliwości. Najpierw, kiedy przejmowali władzę w Warszawie, potem, kiedy dochodzili do niej w kraju - mówi Piskorski. Koledzy z Platformy też go zdradzili. - Z powodu ślepego, nieposkromionego pędu do władzy pozbywali się ze swoich szeregów każdego, kto był dla nich zagrożeniem - ocenia. A teraz go atakują.

Ostatni atak na Piskorskiego przeprowadzono w zeszłym tygodniu. W środę, 13 stycznia, Centralne Biuro Antykorupcyjne, na zlecenie Prokuratury Okręgowej w Warszawie, przeszukało jego dom. Piskorski już zapowiedział, że zaskarży decyzję o przeszukaniu, bo jego zdaniem ma ona podłoże polityczne .

Wystosował nawet oświadczenie, w którym podkreślił, że jako przewodniczący Stronnictwa Demokratycznego uważa "najście CBA" na swoje mieszkanie "za przejaw politycznie sterowanej kampanii", której celem jest zdyskredytowanie jego osoby w oczach opinii publicznej. Ale prokuratorzy nie mówią o polityce, ale o przestępstwie, którego miał się dopuścić Piskorski.

Edward Zalewski, prokurator krajowy, tłumaczył nawet w mediach, że szef SD ma już wezwanie do prokuratury i niebawem usłyszy zarzuty. Jakie? Prawdopodobnie posłużenia się dokumentem potwierdzającym nieprawdę.

Chodzi o sfałszowaną umowę z 1997 r., którą Piskorski zawarł z antykwariuszem, a potem w 2001 r. złożył w urzędzie skarbowym na warszawskiej Woli.

Bo wszystkie kłopoty Piskorskiego wiążą się, pośrednio lub bezpośrednio, z pieniędzmi i jego majątkiem. - Dorobiłem się go w uczciwy sposób: handlowałem akcjami, grałem na giełdzie, działałem na rynku nieruchomości, handlowałem antykami - tłumaczy Paweł Piskorski. Andrzej Olechowski, kandydat na prezydenta, popierany m.in. przez Stronnictwo Demokratyczne, nie widzi w tym nic zdrożnego.

- Ja też jestem człowiekiem zamożnym, ale zarabiałem poza polityką, na polityce wyłącznie traciłem - mówi. I dodaje, że z tego, co mu wiadomo, podobnie jest z Piskorskim. - Tyle tylko, że w Polsce ceni się biedę, to ona jest cnotą. Jeśli ktoś jest bogaty, nawet dzięki własnej, uczciwej pracy, z miejsca staje się podejrzanym - wtóruje mu Jan Artymowski, dobry znajomy Piskorskiego. Prokuratorzy wiedzą swoje i rzucają na stół kolejne dokumenty.

Warszawska okręgówka Pawłem Piskorskim zainteresowała się ponad trzy lata temu, kiedy badała źródła majątku członków rodzin mafii pruszkowskiej. Wyjaśnienia przed prokuratorem składał wtedy niejaki Bogdan Tyszkiewicz, człowiek o bardzo bogatym życiorysie.

Tyszkiewicz karierę jako sędzia hokejowy zrobił w latach 80. i 90., w uznaniu zasług został nawet wiceprezesem Polskiego Związku Hokeja na Lodzie, a w 1992 r. samym prezesem. W latach 90. przerzucił się na biznes i pracę samorządową, z równie udanym efektem, bo został wybrany do Rady Gminy Warszawa-Centrum i nawet jej przewodniczył. Politycznie początkowo związany był z Unią Wolności, potem z Akcją Wyborczą Solidarność.

Ale ten szanowany, zacny obywatel miał także drugie życie. Jarosław Sokołowski ps. Masa, najważniejszy świadek koronny w Polsce, tak opowiadał o Tyszkiewiczu: "Pan Tyszkiewicz był niezwykle cenny dla grupy pruszkowskiej. Był osobą najważniejszą, wręcz kluczową, pociągał wiele sznurków. Poznałem całe środowisko samorządowców i wysokich oficerów policji, kiedy byłem zapraszany na mecze hokeja. Pan Tyszkiewicz był wtedy prezesem Polskiego Związku Hokeja".

- Podczas składania zeznań Bogdan Tyszkiewicz, oskarżany o płatną protekcję, powiedział, że pośredniczył w kontaktach między Pawłem Piskorskim a jednym z biznesmenów, który starał się o korzystne decyzje samorządowe związane z jednym ze swoich klubów - tłumaczy jeden z warszawskich prokuratorów.

Tyszkiewicz nie zdążył opowiedzieć wszystkiego prokuratorom, bo 1 sierpnia 2005 r. został zamordowany przez Białorusina Andrieja F., który u niego pomieszkiwał. Ale zeznania Tyszkiewicza i artykuł, jaki ukazał się w kwietniu 2006 r. w "Dzienniku", zainspirowały prokuratorów do zainteresowania się osobą Piskorskiego. "Dziennik" opisywał, jak to w 2005 r. Piskorski wraz z żoną kupił ponad 320 ha ziemi w Słoninie pod zalesienie. Ten interes miał go kosztować 1,25 mln zł. Zdaniem dziennikarza gazety kwota ta przewyższała wartość środków zadeklarowanych przez Piskorskiego w oświadczeniu majątkowym za ten rok.

- Pan Tyszkiewicz został odwołany przez przewodniczącego rady w ramach porozumienia, na podstawie którego miałem zostać prezydentem Warszawy. I wielokrotnie odgrażał się publicznie, że mi zaszkodzi- tłumaczy Paweł Piskorski. - Nie chcę teraz wchodzić w szczegóły jego prywatnego życia, ale na pewno nie jest osobą wiarygodną. Wszystko, co powiedział, jest kłamstwem - dodaje szef Stronnictwa Demokratycznego.

Pieniądze na ziemię w Słoninie miały zaś pochodzić ze sprzedaży mieszkań, kredytu, oszczędności oraz dochodów bieżących jego i żony. Oświadczenia majątkowego nie zakwestionował nigdy żaden organ państwowy, a prokuratura je zbadała i nie stwierdziła żadnych uchybień.

Prokuratorzy zaczęli jednak węszyć i zainteresowali się kilkoma dokumentami, którymi obracał Paweł Piskorski. Pierwszym było zaświadczenie o wygraniu w kasynie w 1992 r. 4 mld 950 mln starych złotych (dzisiaj 500 tys. zł), złożone w 1996 r. w Urzędzie Skarbowym Warszawa-Śródmieście.

- Z ustaleń prokuratury wnika, że po pierwsze, w tym kasynie nigdy taka wygrana nie padła, a jej wartość przewyższała wartość samego kasyna. Nie było też żadnych świadków, którzy widzieliby pana Piskorskiego podczas gry - opowiada prokurator. Szef kasyna miał szybko wyliczyć prokuratorom, że Piskorski musiałby wygrać 138 razy z rzędu, za każdym razem obstawiając maksymalną stawkę i za każdym razem rozbijając bank. Stanowczo zaprzeczał, aby miał kiedykolwiek takiego klienta.

- Okazało się także, że człowiek, który wystawił panu Piskorskiemu zaświadczenie o wygranej, nie był do tego upoważniony. Pieczątka, która na nim widnieje, nie jest pieczątką kasyna. A on sam zniknął i jest poszukiwany listem gończym - opowiada jeden ze śledczych.

Dowody niby mocne, ale prokuratura weszła w posiadanie, jej zdaniem, fałszywego zaświadczenia dopiero w 2006 r., więc sprawa się przedawniła i musiała zostać umorzona.

- Co ja mogę na to poradzić, że osoba, która przedstawiła się jako kierownik albo dyrektor kasyna, weszła w konflikt z prawem? Nie wiem, co robi dzisiaj człowiek, który wydał mi to zaświadczenie. Wtedy był normalną, uczciwą osobą - twierdzi Paweł Piskorski. - A jeśli prokuratorzy mieli jakieś dowody przeciwko mojej osobie, dlaczego nie postawili mi zarzutów? - pyta retorycznie.

Kolejny dokument, który wzbudził zainteresowanie śledczych, to umowa z antykwariuszem, którą Paweł Piskorski miał podpisać w 1997 r. Ta, która jest przyczyną obecnych jego kłopotów. Piskorski przedłożył papier w 2001 r., kiedy składał swój PIT w urzędzie skarbowym na warszawskiej Woli. Umowa miała potwierdzić milionowy dochód, jaki uzyskał ze sprzedaży dzieł sztuki.

Prokuratura ma dwie opinie biegłych grafologów. Z pierwszej wynika, że podpis antykwariusza Zygmunta M. na umowie został sfałszowany. Z drugiej, że mógł go sfałszować sam Piskorski. Z samym antykwariuszem nie można porozmawiać, nie żyje. Jakkolwiek by to zabrzmiało: nie istnieje dla śledczych, podobnie jak Tyszkiewicz czy tajemniczy dyrektor z kasyna, który miał wydać Piskorskiemu zaświadczenie.

Tyle tylko, że śledczy wątpliwości co do wiarygodności umowy nabrali dużo wcześniej. Agenci CBA już w 2008 r. w dawnym mieszkaniu Piskorskiego sprawdzali, czy mogła się tam zmieścić kolekcja obrazów i czy na ścianach zostały ślady dzieł sztuki, które miał sprzedać Zygmuntowi M. Wypytywali też w środowisku antykwariuszy o tak znaczącą transakcje, bo ta na pewno nie uszłaby ich uwadze. Ale nikt nie słyszał, by na rynku polityk, biznesmen czy ktokolwiek sprzedawał tak cenne obrazy.

Prokurator i tym razem nie postawił Piskorskiemu zarzutu fałszerstwa, chociaż podobno chciał, bo sprawa się przedawniła. Ale ponieważ Piskorski w urzędzie skarbowym złożył umowę dopiero w 2001 r., można mu postawić zarzut posługiwania się fałszywymi dokumentami, co właśnie chcą uczynić śledczy. Zresztą, w związku z tym wątkiem śledztwa zarzuty usłyszały także dwie urzędniczki skarbówki, które miały rozpocząć kontrolę majątku Piskorskiego.

Tymczasem wystawili fałszywy dokument, tzw. kwalifikację negatywną, i na tej podstawie nie wszczęli postępowania kontrolnego.

- To sprawa czysto polityczna - twierdzi Piskorski. I podkreśla, że przez lata nie było żadnych wątpliwości co do umowy z antykwaiuszem. Zaczęto ją kwestionować dopiero w 2007 r. I jego spór z urzędem skarbowym zakończył się pod koniec listopada 2009 r. prawomocnym postanowieniem sądu. - Wojewódzki sąd administracyjny przyznał, że nie ma żadnych podstaw, aby kwestionować zawarcie i realizację umowy z antykwariuszem - tłumaczy Piskorski.

I dodaje, że całe życie próbował być człowiekiem samodzielnym, tak go wychowano. A teraz robi się z niego przestępcę tylko dlatego, że zarabiał pieniądze. - Bo to bardzo ambitny człowiek - mówi jeden z jego znajomych. A inny dodaje, że "Piskorz" zawsze wiedział, czego chce, i miał głowę na karku.

Piskorski urodził się na Żoliborzu, skończył tu XLI LO im. Joachima Lelewela, potem studia na Wydziale Historycznym Uniwersytetu Warszawskiego. Szybko zaangażował się w działalność opozycyjną: działał w podziemnym Niezależnym Zrzeszeniu Studentów i "lotnych brygadach", których głównym zadaniem było zdobywanie personaliów osób aresztowanych w czasie manifestacji i przekazywanie ich rodzinom. - Zawsze się tą kartą w swoim życiorysie przechwalał. Czasami, jak go słuchałem, miałem wrażenie, że ulotki zaczął roznosić już w przedszkolu - opowiada złośliwie jeden z naszych rozmówców.

W 1990 r. Piskorski zaangażował się z grupą działaczy legalnego już NZS w tworzenie struktur terytorialnych Kongresu Liberalno-Demokratycznego. Po zjednoczeniu KLD z Unią Demokratyczną w 1994 r. działał w Unii Wolności. - Chodził krok w krok za Bronisławem Geremkiem i we wszystkim go naśladował - mówi jeden z polityków byłej UW. - Rządny władzy, zawsze otoczony wianuszkiem kolegów, żeby nie powiedzieć żołnierzy - opowiada jeden z polityków Platformy.

Bardzo aktywny, i to na wielu polach: był pierwszym przewodniczącym Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej, przewodniczył Fundacji im. Gabriela Narutowicza. W sejmie I kadencji został członkiem Komisji Polityki Gospodarczej i Budżetu, Komisji Spraw Zagranicznych, Komisji Demografii i Migracji. W sejmie III kadencji został wiceprzewodniczącym Komisji Obrony Narodowej i przewodniczącym Podkomisji ds. Strategii Obronnej i Integracji z NATO. - Uważam go za jednego z najciekawszych polityków w Polsce - ocenia Andrzej Olechowski. - O ustalonym, twardym kręgosłupie moralnym. To zdolny organizator polityczny - dodaje Andrzej Olechowski.

Jako zaledwie 31-latek został prezydentem Warszawy i to tak naprawdę wtedy, nie po zeznaniach Bogdana Tyszkiewicza, zaczęły się pytania o jego uczciwość. Nie tylko przeciwnicy polityczni zarzucali mu, że stworzył układ kolesiowski, który korzystał z przywileju władzy. Samorządowa elita warszawskiej UW, którą sam sobie podporządkował, miała traktować miasto jak swój prywatny folwark.

Media pisały o załatwionych po znajomości atrakcyjnych posadach, mieszkaniach, lukratywnych kontraktach z miastem, wreszcie o aferze mostowej. Sprawa dotyczyła niejasności związanych z budową mostów Świętokrzyskiego i Siekierkowskiego w Warszawie. Ceny inwestycji miały być sztucznie zawyżone, a przetargi na budowę wygrała firma, której szef Wojciech Ławniczak był mężem jednej z ówczesnych radnych Unii Wolności, później związanej z PO. Po publikacjach w prasie miały wyjść na jaw kolejne przykłady niegospodarności, podczas gdy Warszawą rządziła koalicja UW-SLD (potem PO-SLD), m.in. sprawa Złotych Tarasów i tunelu pod Wisłostradą.

Paweł Piskorski był już wtedy członkiem Platformy Obywatelskiej. Sprawą niegospodarności i domniemanego łapówkarstwa wśród samorządowców zajmowała się Prokuratura Okręgowa w Warszawie, ale w 2008 r. umorzyła sprawę z powodu braku dowodów. - Radziłbym zapoznać się z ustaleniami prokuratury, a wynika z nich m.in. to, że z powodu mojej działalności nie doszło do żadnych nieprawidłowości - mówi Paweł Piskorski.

Ale miał już wtedy śmiertelnych wrogów, do których zalicza się bez wątpienia Julia Pitera, wieloletnia radna Warszawy. Pitera odmówiła poparcia Piskorskiego w czasie jego kandydowania na prezydenta stolicy, w 2006 r. powtórzyła, że kandydatura ta "pociągała za sobą patologizację władzy samorządowej poprzez wprowadzenie osób mających powiązania z przestępczością zorganizowaną", a środowisko, które stworzył Piskorski, tzw. układ warszawski, było skorumpowane.
Dzisiaj Julia Pitera o Piskorskim nie chce rozmawiać. - Ta sprawa zbyt wiele mnie kosztowała - ucina prośbę o spotkanie.

Kim jest Paweł Piskorski? Ofiarą spisku, manipulacji? A może sprawnym graczem, który potrafi łączyć biznes z polityką? Przestępcą?

Prywatnie ma opinię człowieka niesłychanie miłego, lubiącego ludzi. - Jest przede wszystkim bardzo lojalny - mówi Jan Artymowski. Kiedy tylko może, jeździ do Rzymu, bo interesuje się starożytnością. - Bardzo normalny, chociaż nie brakuje mu przebojowości - dorzuca inny znajomy Piskorskiego.

Andrzej Golimont, radny Warszawy, wspomina taką historię: Piskorski był wtedy prezydentem Warszawy i próbował wprowadzić w mieście monitoring wizyjny. Ale, żeby go montować, potrzebna była zgoda Telekomunikacji, która musiał użyczyć miastu swojej infrastruktury. Piskorski wezwał do siebie szefa oddziału TP SA w Warszawie i poprosił o pomoc.

A ten, żeby napisał pismo i czekał na decyzję. Piskorski podszedł do telefonu, wykręcił numer do szefa Dyrekcji Zarządu Dróg Miejskich i zapytał, jak często Telekomunikacja prosi ich o jakieś usługi, o coś zabiega. I ile musi czekać na decyzję. Dyrektor odpowiedział, że często i że nie czeka długo, bo załatwiają Telekomunikację najszybciej jak się da. Piskorski polecił, aby wszystko robić w wymaganym trybie, nic poza kolejnością. Dyrektor oddziału słuchał z otwartą buzią. Następnego dnia na biurku Piskorskiego leżało 80 uzgodnień na zamontowanie 80 kamer podpisanych przez TP SA.

Ale przeciwnicy Piskorskiego podnoszą, że to cwany lis, który otacza się sługami i sprytnie wykorzystuje swoje wpływy. - Jeśli ktoś ma mi coś do zarzucenia, to proszę, żeby sformułował konkretne zarzuty i wypowiedział je pod nazwiskiem. Wszystko inne to pomówienia - mówi twardo Piskorski. Żaden z naszych rozmówców nie miał na to ochoty. Ale prokuratura, jak słychać, tak.

Kiedy zostaną otwarte pływalnie?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3