Jaćwing pływa po jeziorze Wigry

Anna Gryza-Aneszko
Anna Gryza-Aneszko
Udostępnij:
Suwalczanin Roman Szeliga, przebrany za Jaćwinga, pływa po jeziorze Wigry własnoręcznie zrobioną dłubanką. Chce w ten sposób przybliżyć mieszkańcom i turystom losy ludzi, którzy niegdyś żyli na tych terenach.

Roman Szeliga pochodzi z Elbląga, ale od wielu lat mieszka w Suwałkach. Jest emerytowanym stolarzem, który ciągle kocha swój zawód. Dlatego też po przejściu na emeryturę nie porzucił tej profesji. Cały czas dłubie w drewnie, bo – jak mówi – ta praca nie pozwala mu się zestarzeć.

Jakieś 20 lat temu jego życie zupełnie się zmieniło. Po pierwsze został dziadkiem, a po drugie... Wikingiem.

– Moi synowie niemal równocześnie mi oznajmili, że wkrótce będę miał wnuki, więc zapuściłem brodę i zostałem dziadkiem Romkiem – wspomina. – Tu przed tym wydarzeniem mój syn Robert poznał Gosię – moją obecną synową, a zarazem córkę niezwykłego mężczyzny ze Starych Jabłonek koło Olsztyna, który przez 47 lat wcielał się postać Wikinga Siqurda. Pojechaliśmy z synem do niego i poznałem tam wielu ludzi, zafascynowanych Wikingami, m.in. świętej pamięci Marka Szabińskiego, znanego jako wódz Jarmeryka. Wtedy też po raz pierwszy zobaczyłem ich łódź „Świętosiawę”. I zbaraniałem z wrażenia. Dołączyłem do nich i zostałem członkiem Floty Jarmeryka.

Regularnie jeździł na spotkania, inscenizacje, razem budowali łodzie. On, jako stolarz, zajął się wykonywaniem ozdób charakterystycznych dla łodzi walecznych Wikingów. Jako pierwsze powstały głowa i ogon, które są zwieńczeniem kadłuba. Szeliga brał też udział w historycznych inscenizacjach i ogólnopolskich zlotach Wikingów. W członka ich plemienia wcielał się przez siedem lat. Do czasu, aż poczuł, że teraz pragnie poznawać kulturę innych plemion. I tak narodził się suwalski Jaćwing w XXI wieku.

– Wśród mieszkańców naszego regionu możemy, moim zdaniem, znaleźć potomków prawdziwych Jaćwingów oraz innych plemion zamieszkujących niegdyś te ziemie – wyjaśnia. – Dużo o tym czytam, szperam w starych książkach, szukam tych informacji. Mnie to bardzo interesuje i motywuje do pokazywania historii tych ziem – tłumaczy suwalski Jaćwing.

Wódz jednoosobowego plemienia

Na początku był członkiem różnych grup jaćwieskich, skupiających osoby pasjonujące się tematem osadnictwa Jaćwingów na terenach dzisiejszej suwalszczyzny. Jednak, jak mówi, do grup tych należeli głównie młodzi ludzie i różnica pokoleniowa oraz odmienny sposób postrzegania wielu spraw sprawiły, że Szeliga się od nich odłączył i postanowił bawić się w Jaćwinga na własny rachunek.

– Zostałem wodzem własnego, jednoosobowego plemienia – uśmiecha się.

A jako że ma artystyczną smykałkę, lubi malować, rzeźbić i szyć, od 15 lat sam przygotowuje sobie stroje. W internecie znajduje wzory i szablony, po czym próbuje je odzwierciedlać. Szyje zazwyczaj ręcznie, chociaż czasami wspomaga się maszyną. Samodzielnie tworzy także oręż.

– Mam taki toporek z historią – pokazuje. – W szopie u teściowej znalazłem starą siekierkę. Była tak ukryta, że teściowa szukała jej od dwudziestu lat. Jest na niej mały znaczek, który wskazuje, że to francuska siekiera z czasów międzywojennych, czyli ma ponad sto lat! I właśnie z niej zrobiłem toporek, oprawiłem go i mam niezwykłą broń, która najpierw była orężem Wikinga, a teraz jest bronią jaćwieską - dodaje z uśmiechem.

W swojej szafie przechowuje słowiańskie stroje na różne okazje i wszystkie pory roku. Jego jaćwieską czapkę ozdabiają naturalne włosy, które otrzymał w prezencie od szwagierki. Uszył sobie także charakterystyczne dla tamtego okresu koszule i lniane spodnie. Ma też skórzane okrycia wierzchnie na zimniejsze dni.
Szeliga w swoich przepastnych zasobach posiada też łuk i strzały z piórami mew ze Świnoujścia, które trzyma w brzozowym kołczanie. W jego łodzi zaś nie brakuje własnoręcznie wykonanych sieci rybackich.
Do tej pory żadnego elementu stroju ani wyposażenia nie kupił. Nawet łódź – jaćwieską dłubankę wykonał samodzielnie!

W Spychowie na Mazurach organizowane jest doroczne święto dłubanki. Suwalczanin był tam dwa razy. Na imprezie dostaje się kloc drewna, siekierę i... konstruuje się własną łódź. Szeliga swoją dłubankę, którą od roku pokonuje wody wigierskiego jeziora, zrobił ciągu siedmiu dni.

Budzi zdziwienie i sympatię

Łódź przypomina kształtem współczesne kajaki, ale jest – jak zapewnia suwalczanin – znacznie mniej wywrotna i bardziej wygodna. Poza tym nie przecieka i można nią dopłynąć wszędzie, gdzie tylko się chce.

– Jest w mojej głowie taka myśl, by – na ile się da – ocalić od zapomnienia dawne wieki, stary świat – wyjaśnia suwalczanin. – Chcę więc pokazywać ludziom historię, taki przyświeca mi cel.
I dodaje, że jaćwieska pasja sprawia, że – mimo siedemdziesięciu już lat na karku – czuje się wyjątkowo młodo.

Dlatego bardzo często można go spotkać na jeziorze Wigry. Bywa, że przebrany za Jaćwinga i siedzący w dłubance, wzbudza nie lada sensację. Nic więc dziwnego, że niektórzy turyści, kajakarze i wędkarze zamierają na jego widok.

– Ale pomimo początkowego zdziwienia reakcje są zawsze pozytywne – zapewnia. – Nikt mnie nie pyta, z jakiej choinki się urwałem. Ludzie chwalą moją pasję i chcą robić sobie ze mną zdjęcia. A co mnie najbardziej cieszy, to fakt, że większość osób, z którymi rozmawiałem, wie, kim byli Jaćwingowie – podkreśla emeryt.

Miłośnik historii na wycieczki po jeziorze Wigry nie zabiera zbędnego bagażu, nawet butelki z wodą! Bo kiedy jest spragniony, pije wodę prosto z jeziora. Jak zapewnia, jest ona czysta, pyszna i nigdy nie miał przez nią żadnych dolegliwości.
Miłość do pływania po jeziorach wyniósł z dzieciństwa. Już jako kilkuletni chłopiec był kajakarzem Olimpii Elbląg.

Jaćwing to dla mnie przodek

Szeliga wierzy, że jego niecodzienny strój i niezwykła łódź będą przypominać mieszkańcom Suwalszczyzny i odwiedzającym ten region turystom o najstarszych mieszkańcach tym ziem – Jaćwingach.

– Bo oczywiście można zbudować łódź historyczną i wstawić ją do muzeum, by ludzie ją oglądali, ale mi nie o to chodzi. Ja wolę nią pływać i czuć wiatr w żaglach, a wiosła mają czuć na sobie dłonie wioślarzy, tak jak tysiąc lat temu – mówi Szeliga. – Nie chcę, żeby moja dłubanka była jedynie muzealnym eksponatem. Ona dopiero będąc na wodzie opowiada swoją historię, a i ja chętnie się dzielę opowieściami o Wikingach – podkreśla z uśmiechem.

Historycy i archeolodzy szacują, że Jaćwingowie – wyjątkowo waleczny lud – pojawili się na Suwalszczyźnie w połowie pierwszego tysiąclecia naszej ery. Tworzyli luźne związki rodowo-plemienne, na których czele stała starszyzna. Grupy Jaćwingów jednoczyły się jedynie na czas wojen lub wypraw łupieżczych. Wówczas wybierano wspólnego wodza. W XIII wieku naród jaćwieski przestał istnieć, głównie za sprawą Krzyżaków.

– Jaćwing to dla mnie mój przodek, przodek tych moich ziem. Suwalszczyzna jest moim miejscem na ziemi, wrosłem w nią dawno temu. Przyjechałem tu jako 25-letni chłopiec i się w niej zakochałem. Uwielbiam historię i okres tamtych jaćwieskich czasów. Kocham rzemiosło, dlatego jestem Jaćwingiem – rzemieślnikiem. Wszystko robię własnoręcznie, tak, jak kiedyś robili to nasi przodkowie -opowiada.

Spływ dłubanką

Panu Romanowi historyczną pasją udało się zarazić również żonę, która też coraz chętniej zakłada jaćwieskie stroje i jeździ z mężem na archeologiczne festyny, m.in. na ten w Szwajcarii, organizowany przez Muzeum Okręgowe w Suwałkach.
Małżeństwo ma siedmioro wnucząt, które chętnie podglądają zafascynowanego historią dziadka.

– Ja niedługo odejdę, ale mam nadzieje, że któreś z wnucząt przejmie moją pasję – rozmyśla Szeliga.

I ma jeszcze jedno marzenie. Chciałby zorganizować historyczny spływ Czarną Hańczą. I popłynąłby w nim – a jakże! – swoją dłubanką!

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Na czym najbardziej zaczęliśmy oszczędzać?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Nasze Miasto
Dodaj ogłoszenie